środa, 28 grudnia 2016

Recenzja Silent Hill Shattered Memories WII


Gra została wydana w 2010 roku na platformy: PSP, PS2 oraz WII. Produkcja jest wariacją na temat pierwszej części serii, ale fabuła znacznie odbiega od oryginału. Wcielamy się podobnie jak w Silent Hill 1 w Harry’ego Masona. Nasz bohater poruszając się po oblodzonej drodze traci kontrolę nad samochodem i wpada do rowu. Po odzyskaniu przytomności zdaje sobie sprawę, że w samochodzie nie ma jadącej z nim siedmioletniej córki. Przejmując ster nad bohaterem ruszamy na poszukiwania Cheryl po złowrogim Silent Hill. Miasto na pierwszy rzut oka wygląda spokojnie, ale niedługo przekonamy się, że to tylko pozory. Z Shattered Memories miałem już do czynienia na PSP, a teraz postanowiłem ją odświeżyć na Wii.

Grafika jest bardzo ładna, mogę się pokusić o stwierdzenie, że graficznie jest to jedna z lepszych pozycji na tę platformę. Postaci są bardzo dobrze zrobione i bogate w detale, aczkolwiek można nieco ponarzekać na mimikę. Co do projektu lokacji również nie można się uczepić, zwiedzimy miejsca znane z pierwszej części. Przemiana Silent Hill robi ogromne wrażenie – latarnie i ogrodzenia wyginają się na naszych oczach, wszystko pokrywa się lodem, a z ziemi wyrastają ogromne bloki lodu, postaci poboczne zamarzają.


Za oprawę dźwiękową odpowiada znany z serii Akira Yamaoka, który ma na koncie sporo pięknych, a wręcz kultowych utworów np. „Room Of Angel”. W tej części niestety nic wartego zapamiętania nie usłyszymy. Soundtrack dobry, ale nic nadzwyczajnego, trochę bluesowy, ale mało ambientów, którymi Yamaoka jeżył nam wcześniej włosy na głowie. Ścieżka dźwiękowa w serii zawsze mocno dopełniała klimatu. Klimatem zajmiemy się później.

Wiilot i nunchuk sprawują się w tej grze dużo lepiej niż tradycyjny kontroler. Grzybkiem sterujemy krokiem naszej postaci, a rozglądamy się i obracamy manewrując pilotem. Pilota używamy również do manipulowania napotkanymi przedmiotami, z którymi możemy podjąć interakcję. Jest świetnie. Drzwi można otworzyć powoli lub szybko grzybkiem, albo tylko uchylić zajrzeć i wycofać się.

Największe zmiany dotknęły sedna czyli gameplayu, a mianowicie całkowicie zrezygnowano tu z walki. Nie uświadczymy tu broni palnej, ani też białej. Charakter rozgrywki jest czysto eksploracyjny. Czasami Silent Hill przemienia się, a wtedy pojawiają się potwory. Lokacja zamienia się w mini labirynt, z którego musimy uciec szybko biegnąc, a depczą nam po piętach cały czas wrogowie. Spotkanie ze stworem nie kończy się natychmiastowym zgonem, a skoczy on na nas i możemy spróbować go zrzucić. Natychmiastowym zgonem kończą się za to spotkania z grupami niemilców, których z czasem uzbiera się za nami całkiem sporo. Najlepiej więc uciekać jak najszybciej, a nie jest to zadanie łatwe, ponieważ do dyspozycji mamy czasami kilkoro drzwi, co utrudnia nawigację. Po drodze znajdujemy flary. Flara zapewnia nam czasowe bezpieczeństwo. Nie wiem zaś dlaczego trzymając flarę nie możemy skorzystać z telefonu. Zawarta w nim mapa pomogłaby nam uciec przeciwnikom. Kolejną nowością jest właśnie telefon i nie jest to poboczny gadżet. Odbieramy rozmowy, dzwonimy, otrzymujemy wiadomości, robimy zdjęcia i wszystko to jest wykorzystane fabularnie. Telefon jest jednym z podstawowych narzędzi rozgrywki, pozwala też dokonać zapisu stanu gry. Zagadki jakie spotkamy po drodze nie należą do najtrudniejszych, a klucze do drzwi są najczęściej gdzieś na wyciągnięcie ręki. Niestety trzeba przyznać, że rozgrywka przebiega liniowo, nie pójdziesz, gdzie chcesz. Możesz iść tylko tam, gdzie zaprowadzą twórcy. Otwarte lub możliwe do otwarcia będą tylko jedne drzwi (nie dotyczy poziomów po przemianie). 


Bardzo mocną stroną produkcji jest fabuła. Daje Ci tajemnicę, którą chcesz rozwiązać, wiarygodne postaci, które Cię obchodzą i zakończenie, które Cię zaskoczy i skłoni przemyślenia. Czasami zostaniemy oderwani od rozgrywki i przeniesieni do gabinetu psychiatry gdzie rozwiązujemy różne testy oraz bierzemy udział w konwersacji z lekarzem. Elementy te mają wpływ na fabułę oraz późniejsze zakończenie.

Słowo o strachu. Czy Shattered Memories straszy, zakrzykniecie. Otóż moim zdaniem  średnio, klimat jest obecny. Samotność, zaszczucie, puste ulice. To, czym gra pompuje adrenalinę, to właśnie momentami ucieczki. Wychodzi to zaskakująco dobrze. Nie podobał mi się za to design potworów. Nic strasznego, czy zapadającego w pamięć.

Podsumowując. Jestem fanem serii, ograłem wszystkie części Silent Hill. Nie uważam Shattered Memories za profanację, a raczej za całkiem miłą odskocznię i bardzo dobrze zrobioną grę. Moim zdaniem walka nigdy nie była mocną stroną serii. Czy warto zagrać w Shattered Memories? Zdecydowanie tak moja ocena gry to 9/10.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz