Gra została wydana w 2010 roku na platformy: PSP, PS2 oraz WII. Produkcja jest wariacją na temat pierwszej części serii, ale fabuła znacznie odbiega od oryginału. Wcielamy się podobnie jak w Silent Hill 1 w Harry’ego Masona. Nasz bohater poruszając się po oblodzonej drodze traci kontrolę nad samochodem i wpada do rowu. Po odzyskaniu przytomności zdaje sobie sprawę, że w samochodzie nie ma jadącej z nim siedmioletniej córki. Przejmując ster nad bohaterem ruszamy na poszukiwania Cheryl po złowrogim Silent Hill. Miasto na pierwszy rzut oka wygląda spokojnie, ale niedługo przekonamy się, że to tylko pozory. Z Shattered Memories miałem już do czynienia na PSP, a teraz postanowiłem ją odświeżyć na Wii.
Grafika jest bardzo ładna, mogę
się pokusić o stwierdzenie, że graficznie jest to jedna z lepszych pozycji na
tę platformę. Postaci są bardzo dobrze zrobione i bogate w detale, aczkolwiek można
nieco ponarzekać na mimikę. Co do projektu lokacji również nie można się uczepić, zwiedzimy
miejsca znane z pierwszej części. Przemiana Silent Hill robi ogromne wrażenie –
latarnie i ogrodzenia wyginają się na naszych oczach, wszystko pokrywa się
lodem, a z ziemi wyrastają ogromne bloki lodu, postaci poboczne zamarzają.
Za oprawę dźwiękową odpowiada
znany z serii Akira Yamaoka, który ma na koncie sporo pięknych, a wręcz
kultowych utworów np. „Room Of Angel”. W tej części niestety nic wartego
zapamiętania nie usłyszymy. Soundtrack dobry, ale nic nadzwyczajnego, trochę
bluesowy, ale mało ambientów, którymi Yamaoka jeżył nam wcześniej włosy na
głowie. Ścieżka dźwiękowa w serii zawsze mocno dopełniała klimatu. Klimatem
zajmiemy się później.
Wiilot i nunchuk sprawują się w
tej grze dużo lepiej niż tradycyjny kontroler. Grzybkiem sterujemy krokiem
naszej postaci, a rozglądamy się i obracamy manewrując pilotem. Pilota używamy
również do manipulowania napotkanymi przedmiotami, z którymi możemy podjąć
interakcję. Jest świetnie. Drzwi można otworzyć powoli lub szybko grzybkiem, albo
tylko uchylić zajrzeć i wycofać się.
Największe zmiany dotknęły sedna
czyli gameplayu, a mianowicie całkowicie zrezygnowano tu z walki. Nie
uświadczymy tu broni palnej, ani też białej. Charakter rozgrywki jest czysto
eksploracyjny. Czasami Silent Hill przemienia się, a wtedy pojawiają się
potwory. Lokacja zamienia się w mini labirynt, z którego musimy uciec
szybko biegnąc, a depczą nam po piętach cały czas wrogowie. Spotkanie ze
stworem nie kończy się natychmiastowym zgonem, a skoczy on na nas i możemy
spróbować go zrzucić. Natychmiastowym zgonem kończą się za to spotkania z
grupami niemilców, których z czasem uzbiera się za nami całkiem sporo.
Najlepiej więc uciekać jak najszybciej, a nie jest to zadanie łatwe, ponieważ do
dyspozycji mamy czasami kilkoro drzwi, co utrudnia nawigację. Po drodze
znajdujemy flary. Flara zapewnia nam czasowe bezpieczeństwo. Nie wiem zaś
dlaczego trzymając flarę nie możemy skorzystać z telefonu. Zawarta w nim mapa
pomogłaby nam uciec przeciwnikom. Kolejną nowością jest właśnie telefon i nie
jest to poboczny gadżet. Odbieramy rozmowy, dzwonimy, otrzymujemy wiadomości,
robimy zdjęcia i wszystko to jest wykorzystane fabularnie. Telefon jest jednym
z podstawowych narzędzi rozgrywki, pozwala też dokonać zapisu stanu gry.
Zagadki jakie spotkamy po drodze nie należą do najtrudniejszych, a klucze do
drzwi są najczęściej gdzieś na wyciągnięcie ręki. Niestety trzeba przyznać, że
rozgrywka przebiega liniowo, nie pójdziesz, gdzie chcesz. Możesz iść tylko tam,
gdzie zaprowadzą twórcy. Otwarte lub możliwe do otwarcia będą tylko jedne drzwi
(nie dotyczy poziomów po przemianie).
Bardzo mocną stroną produkcji
jest fabuła. Daje Ci tajemnicę, którą chcesz rozwiązać, wiarygodne postaci,
które Cię obchodzą i zakończenie, które Cię zaskoczy i skłoni przemyślenia. Czasami zostaniemy oderwani od rozgrywki i przeniesieni do gabinetu psychiatry gdzie rozwiązujemy różne testy oraz bierzemy udział w konwersacji z lekarzem. Elementy te mają wpływ na fabułę oraz późniejsze zakończenie.
Słowo o strachu. Czy Shattered
Memories straszy, zakrzykniecie. Otóż moim zdaniem średnio, klimat jest obecny. Samotność,
zaszczucie, puste ulice. To, czym gra pompuje adrenalinę, to właśnie momentami
ucieczki. Wychodzi to zaskakująco dobrze. Nie podobał mi się za to design potworów.
Nic strasznego, czy zapadającego w pamięć.
Podsumowując. Jestem fanem serii,
ograłem wszystkie części Silent Hill. Nie uważam Shattered Memories za
profanację, a raczej za całkiem miłą odskocznię i bardzo dobrze zrobioną grę.
Moim zdaniem walka nigdy nie była mocną stroną serii. Czy warto zagrać w
Shattered Memories? Zdecydowanie tak moja ocena gry to 9/10.















