Siren Blood Curse to gra wydana tylko na PS3 w 2008 r znana także jako Siren The New Translation. Jest to remake horroru na PS2 Forbidden Siren. W założeniu remake miał być łatwiejszy, bardziej przystępny i zrozumiały. Taki też jest, ale od początku. Gra została stworzona w konwencji mini serialu – każdy z 12 rozdziałów kończy się cliffhangerem, a każdy następny ma krótki filmik wprowadzający. Pokierujemy losem kilku bohaterów na przemian, historia rozgrywa się w małej japońskiej wiosce, gdzie amerykańska ekipa wybrała się nakręcić film dokumentalny. Już na początku stają się świadkami dziwnego rytuału, który początkuje dziwaczne wydarzenia. Wszędzie pojawiają się złowrogie shibito (japoński odpowiednik zombie – bardziej ludzki i inteligentny niż w np. amerykańskich filmach). Jeden z bohaterów zostaje postrzelony i okazuje się że nie może umrzeć, a niebo staje się krwistoczerwone. Przeciwników jest tu kilka rodzajów łącznie z latającymi shibito. Bardzo podoba mi się design przeciwników oraz ich wykonanie. Inteligencja też stoi na niezłym poziomie – potrafią zaleźć za skórę, dlatego lepiej ich unikać. Gra utrzymana jest w konwencji skradanki z elementami strzelania i walki. W skradaniu teoretycznie pomaga „sightjacking” – każda z prowadzonych postaci ma umiejętność spojrzenia oczami przeciwnika, ekran wtedy dzieli się na pół i w drugiej połowie widzimy to co przeciwnik. Dlaczego teoretycznie? Element ten został niesamowicie skiepszczony, kiedy użyjemy tej funkcji płynność gry spada o połowę, ocierając się prawie o granicę grywalności. Ja osobiście sigtjackingu używałem tylko wtedy, gdy było to niezbędne – czasami fabuła to wymusza.
Przeciwnicy raczej łatwo dają się omijać, o ile nie wejdziemy perfidnie w ich
pole widzenia. Kiedy shibito się do nas zbliża na ekranie występują efekty
graficzne z głośników dobiega bicie serca, a nasz pad wibruje. Klimat. Walka
przeważnie odbywa się z pomocą broni białej, a jest jej sporo rodzajów: rurki,
tasaki, miecze, doniczki, dzbanki. Jeżeli już znajdziemy taki przedmiot z
pokonaniem shibito nie będzie większych problemów, da się nawet całkowicie
zapomnieć o skradaniu. Dużo gorzej wygląda kwestia strzelania. Nieprecyzyjne
sterowanie postacią, mocno ograniczone pole widzenia mierząc przez celownik,
przy strzelaniu z biodra tylko nakierowujemy się w stronę przeciwnika. W pewnym
etapie gra rzuca na nas sporo ruchliwych przeciwników, a przeładowanie naszej
dwururki trwa tydzień. Cóż, nie można mieć wszystkiego dobrze, że checkpointy
zostały rozmieszczone w miarę logicznie. Grafika jest średnia, postaci ciekawe,
ale okropne tekstury, słaba roślinność i uboga palet barw, wszechogarniająca
ciemność. Nie odrzuca, ale i nie porywa. Całą grę praktycznie spędzimy w jednej
lokalizacji, czasami udamy się do podziemnych kopalni. Często tą samą lokację
przemierzamy jedną postacią, a później drugą. Projekt wioseczki jest ciekawy,
lecz zachwytu nie powoduje. Powoduje za to ostatnia lokacja – coś takiego mogły
wymyślić tylko głowy Japończyków, jest to psychodel na całego. Podczas
eksploracji czasami natkniemy się na zagadkę o banalnym poziomie, czasami
utkniemy nie wiedząc gdzie iść. Co innego z kwestią dźwiękową – soundtrack moim
zdaniem doskonały pasuje tu idealnie (dużo japońskich motywów). Postaci
posługują się swoimi ojczystymi językami – shibito japońskim. Syreny jak w
Silent Hill dopełniają klimatu. Klimat i fabuła jest właśnie tym, co trzyma nas
przy telewizorze do samego końca. Jest tajemnica do odkrycia, zwroty akcji,
emocjonalne momenty. Podoba mi się też ten japoński klimat, poczucie zaszczucia
i niebezpieczeństwa czyhającego wszędzie. Najbardziej lubię kiedy gra potrafi
fabularnie zaskoczyć i zagrać na emocjach. Siren zdecydowanie umie to zrobić. Z
drobnych błędów można natknąć się na dziwnie działający ragdoll albo to, że
przeciwnicy nie zauważają nas mimo, że już powinni.
Grę ukończyłem nie śpiesząc się w ok 16 h. Moja ocena to
8/10, jeżeli masz PS3 zdecydowanie warto zobaczyć. Pierwsze rozdziały mogą wiać
nudą, ale później wszystko się rozkręci i ciężko będzie się oderwać.





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz