poniedziałek, 2 stycznia 2017

Recenzja Indiana Jones And The Staff Of Kings PS2



Gra została wydana w 2009 roku na PS2, PSP, WII i NDS. Ja ogrywałem wersję na Playstation 2 i tej dotyczyć będzie recenzja. Jest to kolejne spotkanie z dzielnym archeologiem po Infernal Machine i Emperor’s Tomb. Indy wyrusza na poszukiwanie laski Mojżesza, głównym przeciwnikiem będzie Magnus Völler i oczywiście naziści. Sam bohater niejednokrotnie z tego żartuje  w trakcie gry. Fabuła chociaż bardzo filmowa, gdzie dużo się dzieje, nie jest jednak najmocniejszą stroną produkcji. Wszystkiego domyślamy się praktycznie od początku, przerywniki filmowe pełnią rolę jedynie łączników między misjami. Czasami wypada to dość nieudolnie – w jednym etapie jesteśmy w Nepalu, w następnym lecimy sterowcem Völlera. Jak Indiana się tam dostał? Pełno jest tym podobnych dziur. Grafika również wypada średnio, szczególnie tekstury, czasami jakiś łańcuch wiszący ze ściany aż ,,zakłuje” w oczy, mało jest detali w lokacjach, monotonna kolorystyka. Same postacie i animacje są na plus. Postacie starają się mieć mimikę więc należy docenić starania autorów. Wszystkie scenki zostały wyrenderowane na silniku gry. Indiana wzorowany na swoim pierwowzorze z filmów Spielberga, wprawdzie Harrison Ford nie użyczył mu głosu, ale John Armstrong daje tu godne zastępstwo. Ścieżka dźwiękowa wykorzystuje motywy znane z filmów i utrzymuje z nimi zgodność – tutaj duży plus, ciekawie oddaje klimat gry oraz filmów z Indianą Jonesem. Gra nie błyszczy grafiką, ale czasami wybija się projektami lokacji. Zwiedzimy Istambuł, Chiny, Nepal, Panamę, Sudan, San Francisco. Pełno tu ciekawych miejscówek np. rozbity statek gdzieś w podziemnej grocie, pościg motocyklem między falami. Niestety ekran doczytywania zobaczymy dość często. 


Przejdźmy do esencji czyli samego gameplayu. Można go podzielić na następujące elementy: eksploracja i rozwiązywanie banalnych zagadek, strzelanie, pościgi i bójki. Gra nie posiada apteczek, zdrowie Indiego odnawia się przy checkpointach które rozmieszczone są dosyć gęsto.
1)  Eksploracja i zagadki: Zagadki zaliczyć można do banalnych, raczej nie ma tu czegoś nad czym można dłużej posiedzieć. Skakanie i wspinanie jest kontekstowe, przez co mamy tu dużą liniowość, idziemy drogą, którą zaplanowali twórcy. Czasami trzeba użyć bata w miejscu oznaczonym przez twórców żeby się gdzieś wspiąć, przeskoczyć. Za dużo QTE.
2)   Strzelanie: Elementy strzelania zrealizowano na wzór gier typu „celowniczek”. Posługujemy się jedną bronią – rewolwerem.  Indy kuca za osłoną i wychylając się ostrzeliwuje przeciwników. Ważny tu jest timing, zaczynasz strzelać kiedy dany przeciwnik przeładowuje. Wstrzelasz się po prostu w luki między ostrzałem przeciwników. Sztuczna inteligencja wypada słabo, czasami przeciwnicy spadają sami w przepaść. Można wykorzystać elementy otoczenia, odstrzelić jakąś podporę, w efekcie balkon zawali się na przeciwników, czy strzelić w wybuchową beczkę.
3)  Pościgi: Dynamicznie i szybko. Czasami tylko ostrzeliwujemy z pędzącego pojazdu, czasem też prowadzimy. Niekiedy manewrowanie odbywa się na zasadzie QTE.
4)    Bójki: Nasz doktor jest zwolennikiem walki z użyciem większości rzeczy, które znajdą się pod ręką. Tutaj autorzy rzucili nam sporo sprzętu, każda broń ma określoną wytrzymałość mniejszą lub większą, każdą też można cisnąć w oponenta. W walce możemy użyć bata do wyrwania broni przeciwnikowi lub przyciągnięcia go do siebie. Po udanym uniku Indiana wyprowadza kontrę, która może wytrącić przeciwnika z równowagi. Przeciwnicy dzielą się na leszczy i twardzieli. Z twardzielami jest trudniej najlepiej używać kontry lub rzucać w nich podniesionymi przedmiotami nie można ich też chwycić i pchnąć tak jak większości przeciwników.
Reasumując, grę ukończyłem w jakieś 8 godzin. Zdecydowanie najlepiej wypadają elementy bijatyki. Można zajrzeć, można ukończyć, ale ani nie ziębi, ani nie grzeje. Wracać do niej raczej nie będzie się chciało. Dobijają QTE których jest zdecydowanie za dużo. Często mamy QTE od razu po scence. Nieprzygotowani giniemy. Kamerą da się operować prawym analogiem, ale często mamy do czynienia z dziwnymi kątami kamery, która dezorientuje. Czasami przyczyną zgonu może być też nieprecyzyjne sterowanie powodujące spadnięcie ze skalnej półki wprost w przepaść. Autorzy umieścili w grze artefakty, które po zebraniu służą do odblokowania materiałów bonusowych – skórki  dla Indiany, rysunki z etapów projektowania gry.
Moja ocena to 6/10. Dla fanów Indiany można dorzucić 1 punkt. Średniak, można zajrzeć.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz