sobota, 7 stycznia 2017

Recenzja Eternal Darkness Sanity’s Requiem GCN






Zmierzenie się z tytułem legendą nigdy nie jest łatwe, ale trzeba zachować obiektywizm nawet kosztem wyjścia profanem. Gra została wydana w 2002 roku tylko na Gamecuba. 

  
W grze pokierujemy losami 12 postaci, które zetknęły się z pierwotnym, wiecznym złem, a ono wywarło na nie swoje piętno. Fabuła skupia się wokół księgi cienia, oprawionej w ludzką skórę i kości, oraz starych bogów. Często będziemy więc zmieniać ramy czasowe wraz ze zmianą bohatera. Każda z grywalnych postaci ma swoją unikalną charakterystykę np. jedna lepiej walczy, domeną drugiej jest strzelanie. Każdy bohater posiada również inne bronie. Bronie dzielą się na trzy gatunki: dystansowa, biała oraz magia. Magia zostaje nam ujawniana wraz z postępem rozgrywki i jest wspólna dla wszystkich postaci, mamy możliwość tworzenia własnych kombinacji run i wzmacniania zaklęć. Fabuła jest bezspornie jednym z najlepszych elementów gry. Historia jest poprowadzona po mistrzowsku, mamy poczucie uchylania powoli rąbka tajemnicy. Postaci są bardzo dobrze napisane, wiarygodne i można je polubić i przejąć się losem niektórych z nich. Ja osobiście z napięciem śledziłem losy między innymi żyjącego w czasach inkwizycji franciszkańskiego mnicha. Każdy znajdzie tu coś dla siebie. Moim zdaniem umieszczenie w grze aż 12 grywalnych postaci było dobrą decyzją. Pozwoliło uniknąć nudy, dłużyzn fabularnych oraz dało autorom możliwość ciągłego zmieniania miejsc i czasu rozgrywki. Postacią spajającą jest Alex Roivas, która próbuje rozwikłać zagadkę morderstwa swojego dziadka, którego ciało znaleziono w posiadłości rodzinnej bez głowy.


 Grafika w 2002 roku musiała robić wrażenie na Gamecube. Zestarzała się bardzo godnie nawet teraz nie odpycha i nie straszy. Szczególny nacisk położono na wygląd postaci, co widać od razu. Lokacje są zamknięte, dzieją się w budynkach lub świątyniach. Nie uświadczymy tu otwartych przestrzeni. Animacje i mimika została stworzona bez użycia motion capture, ale wypadło to dosyć dobrze.
Ścieżka dźwiękowa. Określając jednym słowem – geniusz. Jeden z filarów budowania klimatu w tej produkcji. Momentami mocno psychodeliczna, trochę chórów. Głosy postaci również na duży plus, w napisach końcowych pada kilka znanych nazwisk np. David Hayter. Każda postać ma wiarygodny pasujący do siebie głos. Aktorzy również spisali się na medal, umiejętnie okazują emocje lub modulują głos podkładany pod demony.


Gra polega na eksploracji, rozwiązywaniu zagadek (na szczęście brak tekstowych) oraz walkach z potworami. Oponentów jest tu sporo rodzajów począwszy od nadgniłych zombie i mumii po większe potwory z kilkoma głowami. Mi projekt potworów przypadł do gustu, niektóre zapadają w pamięć. Jeżeli chodzi o system walki jest on bardzo płynny i dobrze wykonany. Mamy możliwość precyzyjnego namierzenia części ciała przeciwnika, w którą chcemy zadać cios lub strzelić. Kiedy przycelujemy lewym analogiem po prostu podświetlamy poszczególne części przeciwnika i naciskamy A. Sprawuje się to bardzo dobrze, jest płynne, szybkie i precyzyjne, a to esencja dobrej walki w grach. Szczerze można się pokusić o stwierdzenie, że jest to jeden z lepiej opracowanych systemów walki w horrorach. Sama walka nie jest przesadnie trudna, po zdobyciu mocniejszych czarów regenerujących zdrowie oraz poczytalność jest jeszcze łatwiej. Po ukończeniu gry możemy odblokować poziom hardkor. Osobno wspomnieć należy o systemie poczytalności – oznaczony jest on osobnym zielonym paskiem. Bohater narażony na traumy i spotkania z potworami zaczyna tracić punkty poczytalności, skutkuje to ciekawymi omamami wzrokowo słuchowymi. Nie brak tu sytuacji, które powodują opad szczęki, ale gra igra nie tylko z przedstawionym bohaterem, ale również z graczem np. udając, że kasuje ci zapisane gry. Polecam przekonać się samemu, bo jest to kolejny genialny element produkcji.

 
Co do wad to inteligencja przeciwników stoi na raczej mizernym poziomie, nie wiem jak w tym trudniejszym trybie. Walka w ciasnych przejściach to męka, bo nasz miecz częściej blokuje się o ściany, niż trafia przeciwników. Jest pewien etap z uruchomieniem pewnej maszyny, co więcej powtarza się on dwa razy. Nie wiem czy testerzy tego nie zauważyli, ale jest on tak nudny, że gra spokojnie by się bez niego obeszła. Można ponarzekać też na czasami dezorientującą prace kamery.


Czy warto zagrać i co z poczuciem strachu? Jedna ze straszniejszych gier w historii. Wszystko współpracuje tu na budowę klimatu: muzyka, design potworów i lokacji oraz fabuła. Elementy te dopełniają się nawzajem. Trudno się nie bać, gdy wchodząc do pomieszczenia słyszysz setki krzyczących głosów, a pod stopami masz setki krzyczących twarzy – to tylko jeden przykład. Grę ukończyłem nie śpiesząc się w 15 godzin. Jak najbardziej mogę polecić. Podobno teraz można zagrać na pecetowym emulatorze, ale nie wiem jak to się spisuje. Ode mnie 9/10.












 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz